Na pewno duża część z Was ma swoich ulubionych youtuberów. Ja takową grupkę posiadam, ale ostatnio szczególnie urzekły mnie dwa kanały; "Zwariowani" oraz "Ameryka oczami nastolatki" (KLIK do ZwariowanychKLIK do Ameryki). Oba kanały znam już od dłuższego czasu, ale chyba musiałam dojrzeć do tego, by dostrzec w nich coś bardzo wartościowego.
Pierwszy z nich, czyli "Zwariowanych", prowadzi 18-letnia Marysia oraz jej młodsza siostra Maja. Pojawiają się tam filmiki dotyczące głównie gimnastyki artystycznej, akrobatyki i ćwiczeń, ale dodatkowo, od pewnego czasu, dziewczyny (głównie Marysia, jej siostra jednak jest jeszcze trochę za mała i stanowi bardziej pomocniczkę :)) wprowadziły tematykę zdrowia, w tym przepisy kulinarne, recenzje książek, różne ciekawostki itd.
Kanał "Ameryka oczami nastolatki" prowadzi wyłącznie Marysia. Powstał, ponieważ wyjechała ona na roczną wymianę do Ameryki, ściślej mówiąc do Texasu. Filmiki, jak można się domyślić, dotyczą wszystkiego co związane ze wspomnianym krajem m.in. pogadanki na temat tamtejszych szkół średnich, ciekawostki na temat stylu życia i obyczajów, bardziej luźne, vlogowe filmiki itd.
Pewnie niejedna osoba pomyśli sobie, że niby co w tym ciekawego, co mi się tak podoba w tych kanałach, przecież filmiki nie są nagrywane w profesjonalny sposób i bla bla bla. No i właśnie to mi się podoba. Ta prostota. Wiem, że każdy lubi coś innego, ale ja uwielbiam filmiki nieskomplikowane, w których nie chodzi o to, by przyciągnąć widza fajerwerkami, jakimiś ekstra efektami i montażem, lecz samą treścią. Ciekawe jest to, że w ogóle nie jestem osobą, która miałaby interesować się gimnastyką artystyczną lub życiem w USA. Po prostu z przyjemnością oglądam te dziewczyny, szczególnie Marysię, którą uważam za kogoś niezwykłego w swojej zwykłości. Nie jest to ograniczona 18-latka, która miałaby interesować się jedynie makijażem, ubraniami, chłopakami, telefonem. Zawsze strasznie mnie wkurza, gdy widzę, że ktoś w komentarzu pod jej filmikiem pisze z "oburzeniem", że wygląda jak 13-latka. Po pierwsze, to jest właśnie super, wyglądanie na młodszego niż się jest, a po drugie nie rozumiem czego wymaga się od młodej dziewczyny? Aby nakładała na siebie tonę tapety? Nie krytykuję tego, bo sama się maluję (chociaż ostatnio zaczęłam dużo bardziej delikatnie), ale nie lubię atakowania osoby za to, że jest inna i nie podporządkowuje się modzie.
Już odchodząc od wyglądu, bo nie on się liczy, a charakter. Zachwyciłam się, gdy obejrzałam pewne Q&A znajdujące się na kanale "Zwariowani". Niby takie zwyczajne, bo "30 pytań o mnie", ale dzięki niemu można bliżej poznać daną osobę, w tym przypadku Marysię. Bardzo spodobały mi się jej odpowiedzi, widać, że jest naturalna, nikogo nie udaje. Nie wiem co więcej napisać, po prostu trzeba obejrzeć i samemu ocenić, czy komuś widzi się taki charakter, postawa, czy nie.
Pewnie niektórzy tego nie zrozumieją (no bo każdego motywuje coś innego i każdy ma inne ideały), ale dla mnie Marysia (nie zapominam o jej siostrze:)) jest super inspiracją. Przepadam za dość skromnymi ludźmi, którzy jednocześnie mają coś w głowie, a dodatkowo emanują pozytywną energią, mają swoje pasje, nie marudzą na wszystko i, tak jak to już kilka razy napisałam, pozostają sobą, nawet w tak okrutnej dżungli jaką jest YouTube. Przyznam, że sama marzę, aby móc także o sobie w podobny sposób myśleć. Zawsze ostatnio, gdy bierze mnie leń i mini-depresja, oglądam sobie filmiki dziewczyn i od razu, w jakiś magiczny sposób, czuję się zmotywowana do życia. :)
Dzisiejszy tytuł brzmi dość poważnie, ale spokojnie, w moim wydaniu poważnie nie będzie. Oczywiście tytuł nie jest dla picu, ponieważ muzyka z którą chciałabym się z Wami podzielić, jak najbardziej znaczy dla mnie więcej niż sam dźwięk. Po prostu wiem, że powody dla których te piosenki są ważne, będą czasem dość głupawe (ale prawdziwe!). Muszę jeszcze podkreślić, że wszystkie poniższe utwory dlatego w ogóle znajdują się na mojej liście, ponieważ sądzę, że przez swoje znaczenie dla mnie, nigdy nie przestanę do nich wracać i zawsze będą one wzbudzać we mnie różne, pozytywne emocje, wspomnienia itd. Informuję też, że kolejność piosenek (prócz pierwszej i ostatniej) jest całkowicie przypadkowa.
Shinedown - Her Name is Alice
Tak jak już wspomniałam, umyślnie tę piosenkę prezentuję jako pierwszą. To nie dlatego, że miałaby być moją ulubioną, a wręcz przeciwnie. Sam rytm nie jest zły, podobają mi się zwrotki, chociaż refren bez szału. Powodem dla którego "Her Name is Alice" pojawia się na mojej liście, jest moje nieodparte uwielbienie gry "Alice: Madness Returns". I tu się już zaczyna ta "niepoważna" część, ale z powodu, że jestem w niektórych aspektach dziwakiem, gra ta znaczy dla mnie naprawdę wiele. Najlepsze jest to, że sama nigdy nie miałam okazji w nią zagrać, za to oglądałam kilka lat temu calutki wielogodzinny lets's play u Madzi z YouTube (KLIK do serii) i... zakochałam się. Z takim klimatem chyba nie spotkałam się nigdzie indziej, ani w książce, ani w filmie, ani w innej grze. Podkreślam słowo klimat, ponieważ właśnie on mnie tak urzekł, a nie sama mechanika gry. Cóż, niestety chyba po prosu jestem psychopatką, którą pociąga psychodela, demoralizacja i okrucieństwo. :c
Swoją drogą, samą bohaterkę Alice zawsze uważałam za bardzo śliczną, wręcz na swój sposób idealną. Gdybym była chłopcem, na pewno stałaby się ona moim ukrytym, fikcyjnym punktem westchnień.
"Jeśli miałabym swój własny świat,
wszystko byłoby w nim nonsensem.
Nic nie byłoby tym, czym jest,
bo wszystko byłoby tym, czym nie jest"
Aby było ciekawiej, na końcu każdej rozprawki o danej piosence, będę wstawiała jakiś fajny i głęboki jak Rów Mariański cytacik z jej tekstu.
Origa - Innet Universe
Skoro już mówimy o ładnych, fikcyjnych paniach, to chciałabym Wam pokazać bardzo urzekającą piosenkę, która jest soundtrackiem z anime pt. "Ghost in the Shell: Stand Alone Complex". Myślę, że niektórzy z Was mogą być zaznajomieni z tym tytułem. Mówiąc pokrótce, serial ten opowiada o przygodach pięknej pani Major, która wraz ze swoim oddziałem tropi niebezpiecznego hackera-terrorystę (przynajmniej tak jest do pewnego momentu). Muszę przyznać, że jeszcze nie obejrzałam całego anime, bo głównie pamiętam je z czasów, gdy byłam w podstawówce i na początku gimnazjum. Wtedy właśnie oglądałam je po 21 na Hyperze. Wiadomo, serial ten nie jest przeznaczony dla dzieci, ale że ja już od najmłodszego wykazywałam oznaki wspomnianej psychopatycznej natury, to od początku przypadł mi on do gustu. Klimat, tak jak przy Alice na 10, lecz w całkiem innym wydaniu, bardziej futurystycznym i w stylu mecha. Dodatkowym plusem jest to, że "Ghost in the Shell: SAC" niesie za sobą różne przekazy, nad którymi często trzeba się porządnie zastanowić, aby zrozumieć. Chociażby sam tytuł, tłumacząc na polski "Duch w zbroi", bardzo trafnie nawiązuje do sytuacji niektórych zaprezentowanych osób, nawet samej głównej bohaterki, która jest prawie całkiem zcyborgizowana, lecz posiada ludzki mózg.
No a jeśli chodzi o samą piosenkę, to nie podoba mi się jedynie przez sentyment do serialu, ona jest po prostu pięknie wykonana. Tak jak i całe anime, należy ona do grupy tworów, które mają wywołać refleksje. Myślę, że aby całkowicie wczuć się w jej klimat, wymagana jest znajomość sensu tekstu, chociaż sam rytm zasługuje na 6+.
"Niekończący się bieg
Póki żyję, mogę starać się nie upaść, a lecieć
Nie oduczyć się marzyć, kochać
Niekończący się bieg
Wołam, wołam
Do miejsca poznania
Jest więcej do powiązania"
Kabanos - Bagno
To teraz patriotycznie, ponieważ przyszedł czas na polską piosenkę. Hm, i co ja mam powiedzieć na ten temat? Może zacznę od tego, że polskiej muzyki nie słucham już prawie wcale, poza właśnie tym jednym, powyższym wyjątkiem. Ja na prawdę nie wiem, co podoba mi się w samym dźwięku tej muzyki, tego śpiewu, ale jest w tym coś tak przyciągającego, że już od kilku lat co jakiś czas powracam do Kabanosa i... słucham. Tylko paru piosenek, ale jednak słucham. Moją ulubioną jest właśnie "Bagno". Znów trochę dziwne skojarzenie, ale gdy włączam tę piosenkę, to na myśl przychodzi mi scena z pełnometrażowego filmu mojej ulubionej kreskówki "Ed, Edd i Eddy", w której to chłopaki, poszukując brata Eddiego, ganiali po bagnach, potem się pokłócili i prawie zakończyli podróż. Swoją drogą dość poruszająca scena.... wiem, wiem, straszne dziecko ze mnie, psychopatka, ale jednocześnie dziecko.
"Ktoś mnie znieczulić chce
Na kwiaty wokół mnie
Popląta myśli me
Padlina karmią mnie
Bym jadem zatruł się
Bym przyjął dary, podziękował
Ładnie się zachował"
The Eagles - Hotel California
Kolejna piosenka raczej nie ciągnie za sobą jakiejś dłuższej historii. Pierwszy raz usłyszałam ją w I klasie technikum, gdy moja koleżanka udostępniła ją na Facebooku. Zgodzicie się ze mną, że to niezbyt fascynujące. Jednak postanowiłam ją umieścić na swojej liście, ponieważ uznałam, że jest to utwór, który również potrafi sprawić, bym miała ciarki na ciele. Poza tym tekst jest dość niezrozumiały, a w tytule występuje słowo Kalifornia, czego chcieć więcej?
Piosenkę podałam w dwóch wersjach - oryginalnej i cover. Przyznam, że to drugie trochę bardziej mi się podoba. Fajnie, że oba wykonania są utrzymane w różnych klimatach. Gdy słucham oryginału, wyobrażam sobie grupkę trochę zapuszczonych facetów, lekko na haju, którzy opisują to, co widzą po swoim "towarze", za to podczas słuchania coveru, przychodzi mi na myśl jakiś przystojny, czarnoskóry mężczyzna, śpiewający o czymś... skomplikowanym, ale oczywiście głębokim i z przekazem. :P
Czytajcie to z przymrożeniem oka. Nie mam zamiaru obrażać wykonawców tej piosenki, że niby stworzyli jakiś bezsensowny tekst. Po prostu trochę żartuję tu sobie z tego, że wielu ludzi uważa, iż The Eagles tworzyli słowa piosenki pod wpływem narkotyków. Może i to prawda, ale jakoś bardzo mnie to nie obchodzi. Każdy i tak może interpretować tekst na swój sposób, a jeśli nie jest on w każdym punkcie spójny ze sobą - to bardzo dobrze, przynajmniej jest ciekawiej. :D
"Więc zawołałem kapitana 'Proszę przynieś mi wino'
On powiedział 'Nie mieliśmy tu tego ducha od 1969 roku'
I ciągle te głosy wołające z daleka
Obudzą cię w środku nocy
Jedynie byś posłuchał jak mówią"
System Of A Down - Hypnotize
Głęboko zaczynamy wchodzić w klimaty, które naprawdę bardzo lubię i rzadko mnie zawodzą. "Hypnotize"... jedna z moich pierwszych metalowych piosenek. To była po prostu miłość od pierwszego usłyszenia. W gruncie rzeczy nie wiem co tu wiele pisać, tego tylko trzeba posłuchać. Nie wszyscy lubią takie klimaty, jednak nie jest to bardzo ciężki utwór, nie ma wielkiego "darcia mordy", a wręcz ładny śpiew, dlatego myślę, że każdy może spróbować. :)
Sam tekst piosenki też nie jest banalny, ponieważ opowiada ona o protestach studentów na pekińskim Placu Niebiańskiego Spokoju w 1989. Ludzie walczyli o wolność, chcieli skończyć z panującą tyranią.
"Oni maskują to, hipnotyzują to
Telewizja sprawiła, że to kupujesz
[...]
Hipnotyzują naiwnych
Propaganda zostawia nas oślepionych"
Blind Guardian - The Script For My Requiem
Blind Guardian - Time Stands Still (At The Iron Hill)
I w końcu przyszła pora na mój ulubiony zespół, czyli Blind Guardian! Za jednym zamachem chciałam Was uraczyć dwoma piosenkami. To nie był łatwy wybór, bo uwielbiam wiele ich piosenek, ale postarałam się ograniczyć do tych dwóch naj naj. Aby było ciekawiej zdecydowałam się umieścić wersję z koncertu piosenki "The Script For My Requiem". Różni się ona troszkę od wersji studyjnej, ale myślę, że jest tak samo dobra (wersja studyjna). Zawsze fajnie też zobaczyć wokalistów "w akcji", a myślę, że tym facetom takie występy wychodzą naprawdę super, aż sama chciałabym być na widowni i wykrzykiwać randomowe słowa po angielsku, bo nie pamiętałabym tekstu, aaah marzenia. Skoro już jesteśmy przy pierwszej z wymienionych piosenek, to muszę przyznać, że najbardziej uwielbiam refren. Zwrotki są też zajeßiste, jednak przy refrenie w moich uszach wytwarzają się chyba najprawdziwsze endorfiny haha. Gdy słucham tej piosenki przypomina mi się horror animowany (dla dorosłych) pt."Dead Space: Downfall". Trzeba przyznać, że jest na prawdę mocny i nie polecam go każdemu. Ale za to występuje w nim kolejna fikcyjna, piękna i silna pani (oesu, ze mną jest chyba serio coś nie tak...). Wracając do rzeczy, piosenka kojarzy mi się z tym filmem, bo w dzień obejrzenia go, pierwszy raz usłyszałam ten utwór, nie ma filozofii.
"Przywrócić cuda
oto moje requiem
łzy błazna są we mnie
Agonia jest scenariuszem mojego requiem"
Jeśli za to chodzi o myśli nawiedzające mnie, gdy słyszę piosenkę "Time Stands Still"... jeśli mam być szczera to przypomina mi się pierwsza lekcja fizyki w II klasie. Pozostawię to bez komentarza. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Na wstępie chciałabym tylko napisać, że bardzo dziękuję Wam za miłe przyjęcie nowego bloga ze zdjęciami! Bardzo dziękuję też za wszystkie miłe komentarze, które tam umieszczacie.♥
A teraz przejdźmy do rzeczy. Chciałabym dzisiaj zrobić post na temat, który już wcześniej chodził mi po głowie, ale ostatecznie zachęcił mnie do jego napisania post z bloga Ci-NNamon-Girl.☺Otóż chodzi o wypisanie swoich ulubionych bajek z dzieciństwa. Nie zastanawiałam się nad tym szczególnie długo, bo raczej wiem, do których kreskówek czuję największy sentyment. Chociaż z drugiej strony nie jest to do końca jednoznaczny wybór, ponieważ w dzieciństwie oglądałam masę bajek, które uwielbiałam, jednak postarałam się zwęzić to tylko do pięciu naj naj.
5 miejsce - Wojownicze Żółwie Ninja (2003)
Chyba trochę ostro zaczęłam. Osoby, które także to oglądały, wiedzą raczej czemu tak piszę. W tej kreskówce jest dość sporo walki, bardzo okrutne postacie, czasem trochę mroczny nastrój, ale myślę, że teraz powstają o wiele bardziej ogłupiające twory, niż te niewinne żółwiki. Oglądałam to jako małe dziecko, zaraz koło Spidermana, X-menów, Hulka itp., i jakoś nie uważam, abym wyrosła na psychopatkę. Dodatkowo po kilku dobrych latach znów wróciłam do tej kreskówki, czyli chyba jakoś w VI klasie podstawowej. Nawet trochę trudno mi powiedzieć czemu czuję do tej bajki aż taki sentyment, czy przez gadające, zmutowane zwierzęta, czy przez chwytliwą muzyczkę w intro, a może przez mojego ulubieńca Shreddera (czarny charakter, chyba jednak byłam trochę psychopatką☺). No nie wiem, ale te oraz inne niewymienione elementy składają się w całość, dla której Żółwie Ninja zajmują na mojej liście 5-te miejsce.
♪♫♪♫♪♫ Zawsze lubiłam tą muzyczkę z intro. ♪♫♪♫♪♫
4 miesjce - Tabaluga
A tu już coś dużo bardziej niewinnego. Zielony smoczek, który broni słodkich zwierzątek, przed złym bałwanem (lub w II serii również przed duchem pustynnym). Oh tak, kiedyś to umieli robić bajki dla dzieci, z fabułą, barwnymi postaciami. Nie chcę nikogo urazić, ale jak teraz czasem zdarzyło mi się spojrzeć, co to puszczają na MiniMini, to aż głowa puchła. Chyba twórcy tych dzisiejszych kreskówek traktują dzieci jak ostatnie ułomki, jednak to tylko moje zdanie. Niby chcą wszędzie wpleść trochę edukacji, ale nie bardzo im to wychodzi. Bajki typu Tabaluga przynajmniej rozwijały wyobraźnie, uczyły, że należy być dobrym, szlachetnym i takie tam pierdu pierdu. Tak, one były pożyteczne.
PS. oczywiście moją ulubioną postacią był zły Arktos, bo jakby inaczej.
Łał, to teraz podium!
3 miejsce - Ulica Sezamkowa
Dokładniej mówiąc, chodzi mi o Świat Elmo i Bawmy się, Sezamku. To musiało pojawić się u mnie na podium. Będąc małym dzieckiem mogłam obejrzeć jeden odcinek nawet sto razy, a i tak mi się nie nudziło. Dodatkowo nie kończyło się tylko na bajkach, ale także uwielbiałam, gdy rodzice wypożyczali mi książki z biblioteki, które były o postaciach z Ulicy Sezamkowej. Nie pamiętam jakie nosiły tytuły, ale znajdowało się w nich najczęściej sporo różnych, krótkich opowiadań. Zawsze torturowałam swojego nieszczęsnego tatę, aby czytał mi te głupoty (a tak samo jak z serialem, na jednym przeczytaniu się nie kończyło).
Tak bardzo polubiłam te śmieszne stworki, że nawet z dumą noszę koszulkę z kilkoma Muppetami. Kupiłam ją niedawno za 1 zł w lumpeksie haha. Mam nadzieję, że świetnie posłuży mi na wf-ie. Od razu będzie milej się przebierać.☺
2 miejsce - Chojrak - Tchórzliwy Pies ♥
Nie mogłam się doczekać, aż dojdę do tego momentu. Po prostu na temat Chojraczana mogłabym stworzyć całkowicie osobny post, tak go kocham. Tak, zgadzam się, ta bajka może psuć banię haha. Nawet nie wiecie jak bardzo, każdego wieczora nie mogłam się doczekać kolejnego odcinka "Głupiego Psa", jak go to zawsze niechlubnie nazywał Eustachy. Jak widać już w dzieciństwie uwielbiałam horrory, bo jednak dla małego dziecka coś takiego jest jak najprawdziwszy horror, szczególnie co poniektóre odcinki. I te niektóre potwory, fuuuu, były rewelacyjne! Chyba najbardziej bałam się takiej "dziewczynki", która na chwilę pojawiła się w odcinku Chojrak w wielkim, cuchnącym mieście, ci z Was, którzy oglądali Chojraka, powinni wiedzieć o czym mówię, bo... to na prawdę było straszne.
Nawet ten urywek jest na YT, w wersji angielskiej.
Koszmar dzieciństwa, serio, nadal mnie to przeraża haha.
No i ogółem Chojrak jest zajebisty, wiem, powinnam to inaczej skwitować, ale te kilka słów w pełni odzwierciedlają jak bardzo lubię tę baję.
A teraz miejsce pierwsze!
Tum turum tuuuum...
1 miejsce - Ed, Edd i Eddy ♡ ♡ ♡
Chyba nie mogłabym wybrać inaczej. Trochę zastanawiałam się, czy by jednak nie wygrał Chojrak, ale nie, z Edkami wiążę za wiele wspomnień w moim dzieciństwie. Muszę przyznać, że ta kreskówka dość mocno wpływała na moje życie, gdy byłam mała. Zawsze marzyłam o tym, aby mieć takich fajnych, zwariowanych trzech kolegów, którzy z niczego umieli zrobić coś. Ogółem każda postać w tej bajce była barwna, niepowtarzalna. Nie lubiłam tylko Ohydek, ale ich chyba nikt nie lubił.
Poza tym miałam zawsze kupę śmiechu z każdego odcinka, nie ważne ile razy miałabym go oglądać, zawsze musiał powodować u mnie bóle brzucha przez nadmierne chichranie się. I może mam głupie poczucie humoru, ale nadal mnie to rozbawia. Szczególnie ubóstwiam teksty dużego Eda, ale kto go nie lubił? Te jego bezsensowne reakcje, które w ogóle nie trzymały się z zaistniałymi wydarzeniami. Dla mnie - majstersztyk, i nie interesuje mnie, że niektórzy uważają tą kreskówkę za skończony odmóżdżacz... ona taka ma być, i tyle.
I znów nie umiem znaleźć odpowiednich słów, na godne podsumowanie swojej ulubionej kreskówki, dlatego napiszę - Edki są zajebiste.
Może coś ze mną nie tak, ale płaczę ze śmiechu przez ten urywek. XD
Jakiś czas zostałam nominowana przez Autorkę bloga Cordragon, do bardzo ciekawego TAG'u książkowo-serialowego. Już wiem, że w moim przypadku będą w odpowiedziach znajdowały się same książki, ponieważ seriali w ogóle nie oglądam (kiedyś tylko lubiłam Alfa ).
Książka, która sprawiła, że oczy ci łzawiły jednocześnie ze śmiechu, wzruszenia i bezradności.
Hm, ciekawe. Na myśl przychodzi mi "Metro 2033", szczególnie jego finał. Tylko trochę średnio z tym śmiechem, podczas czytania wywoływany on był u mnie głównie przez myśl, jaka to ludzkość jest bezmyślna.
Książka, która twoim zdaniem powinna być o wiele bardziej znana.
Sądzę, że seria książek z Kościanym Przyjemniaczkiem zasługuje na większy rozgłos. Myślę, że sama postać niezwykłego szkieletu, mogłaby równać się z superbohaterami typu Spiderman lub Batman. Uwielbiam go.☺
Bohater książkowy, wobec którego masz mieszane uczucia.
Od razu przychodzi mi do głowy niezwykle znana postać Ani z Zielonego Wzgórza. Czytałam ją jak i "Drogę do Zielonego Wzgórza". Kiedyś bardzo podobało mi się to, że moja fikcyjna imienniczka ma tak wybujałą wyobraźnię, potrafi czerpać radość ze wszystkiego co spotka ją na drodze, ale gdy głębiej się zastanowię, to irytuje mnie jej dziecinność i to uwielbienie "romantyczności".
Książka, której kontynuacji byś pragnęła.
Trochę trudne pytanie, jedyne co nasuwa mi się na myśl, to że miło by było, gdyby powstała kontynuacja bardzo schizowej książki "Wróg" Charliego Higsona.
Książka, którą polecił ci członek rodziny.
Niestety w mojej rodzinie tylko ja czytuję książki, więc nikt żadnej nigdy mi nie polecił. Mogę najwyżej wspomnieć, że tata kiedyś kupował mi masę książek, ale to raczej nie tyczy się tego pytania.
Książka, która niejednokrotnie cię zaskoczyła.
Cóż, jeszcze jej do końca nie przeczytałam, został mi mały kawałek, ale mogę już tak powiedzieć o "Desperacji" Stephena Kinga.
Książka, która pozytywnie cię zaskoczyła, ponieważ nie spodziewałaś się po niej zbyt wiele.
Może "Wyspa na ulicy Ptasiej". Nie lubię książek nawiązujących do czasów wojny, ale ta była całkiem przyzwoita i ciekawa.
Książka, której sukcesu nie potrafisz zrozumieć.
Szczerze powiem, że nie ma takich książek. Z jednej strony mogłabym wymienić masę czytadeł, np. "Zmierzch" albo "50 twarzy Greya", ale byłoby to spowodowane jedynie faktem, że nie są one w moim guście. Wielu innym osobom bardzo się one spodobały, więc rozumiem ich sukces.
Książka, po którą raczej byś nie sięgnęła, gdyby nie intrygujący czy enigmatyczny tytuł.
A tu całkiem ciekawa historia. Lata temu znalazłam w składziku starą książkę, która nawet nie mam pojęcia jak się tam znalazła. Po krótkim opisie z tyłu okładki nie wiele dało się zrozumieć, ale zachęcił mnie właśnie jej tytuł, i nie tylko, z pozoru ohydna oprawa graficzna również. "Gen" Harrego Adama Knighta.
Bohater, którego lubisz mimo jego trudnego i ciężkiego charakteru.
Jak najbardziej mogę wspomnieć tu o Hunterze występującym w "Metro 2033", chociaż prawdziwie ciężki orzech do zgryzienia robi się z niego w "Metro 2034". Małomówny, wydaje się być także okrutny, jedna część twarzy zdeformowana - dla mnie jak najbardziej na tak.☺
Książka, do której masz ogromny sentyment.
Już wspomniałam o tej książce na blogu. Jest to "Krótka historia czasu" Hawkinga. Sentyment mam dlatego, bo pożyczył mi ją pan z fizyki, gdy zobaczył, że o Hawkingu napisałam w swojej pewnej prezentacji na konkurs UG. Dostał ją niedawno przed tym na urodziny od syna, hm, no nie wiem, dla mnie był to niezwykle miły gest z Jego strony.☺
I oczywiście na koniec dziękuję za nominację, bardzo spodobał mi się ten TAG.☺
Dziś już pierwszy lipca, więc wakacje bezdyskusyjnie ruszyły. Zawsze mam wielki dylemat, czy na pewno w miarę dobrze uda mi się wykorzystać ten czas. Aby tak się stało, mam zamiar naczytać się książek za wszystkie czasy. Niestety w ciągu roku szkolnego udało mi się przeczytać... aż wstyd się przyznać, wyłącznie jedną książkę. Pewnie, że miałam ochotę sięgnąć po więcej tytułów, ale zawsze; a to brakowało czasu, a to myślałam, że pożyteczniej będzie wziąć do ręki podręcznik szkolny itd.
Cieszy mnie, że udało mi się przeczytać już jedną, grubą książkę - Metro 2034, którą dostałam na Święta od koleżanki. Spodobała mi się poprzednia część, tj. Metro 2033, więc "pożarłam" ją ze smakiem.☺
Kilka dni temu, całkiem z nudów, przywiało mnie do mojej ulubionej biblioteki. Na prawdę ją uwielbiam, jest mała, ciemna, a w powietrzu unosi się zapach starych książek, ponieważ posiada takich wiele. Sama byłaby dobrym miejscem do opisania w książce. Wracając do rzeczy, szukałam czegoś dla siebie co by mnie zainteresowało. Było wiele ciekawie wyglądających książek, ale zdecydowałam się na Władcę Marionetek. W gruncie rzeczy niepozorna, wydaje się być lekka do czytania. Zaczęłam ją w zeszłym roku, jednak przeczytałam tylko kilka kartek. Nie dlatego, że mi się nie podobała, ja po prostu często tak miałam. Chciałam przeczytać jak najwięcej, a co do czego wielu tytułów nie kończyłam.
Myślę, że gdy kolejny raz pójdę do biblioteki, wypożyczę sobie coś naukowego. Przy ostatniej wizycie przeglądałam dział z tego typu książkami, większość z nich jest dość stara, ale to właśnie dodaje im charakteru. Interesuję się astronomią i fizyką, nawet książka, którą jako jedyną przeczytałam podczas roku szkolnego poruszała tego typu tematy, była to Krótka historia czasu Stephena Hawkinga. Pożyczył mi ją mój nauczyciel fizyki. Na prawdę, polecam każdemu, kogo choć odrobinkę fascynuje otaczający nas Wszechświat. Książka napisana w bardzo dobry sposób, nie trzeba być zaznajomionym z naukowym językiem.
A Wy jakie książki lubicie czytać? Będę wdzięczna, jeśli podzielicie się jakimiś ciekawymi tytułami.☺