☽ Zadumam ☾

wtorek, 15 grudnia 2015

Post z dupy #2 praktyk chirurgii, świąteczny wypad, Billy i Mandy

Dawno nie pisałam posta z tej chwalebnej serii, więc czemu ponownie nie zaszaleć? Poskładanie kilku luźniejszych zdarzeń i myśli w jedną całość, też może być ciekawe.
Zacznę od powiadomienia Was w końcu, że leci już drugi tydzień moich praktyk. W II klasie odbyłam dwutygodniowe praktyki z straży pożarnej, a teraz, czyli po roku, w szpitalu. Tak jak wskazuje mój, mam nadzieję, przyszły zawód (czyli nie chirurg, tytuł jest dla picu), nie uczestniczę w żadnych operacjach lub innych dziwnych rzeczach. Siedzę sobie po prostu z innymi informatykami. Może i brzmi to poważnie, ale tak na prawdę niczego nie robię, podobnie jak 50% osób z mojej klasy na własnych praktykach. Niestety tak jest, oczekuje się nie wiadomo czego, zdobycia nowych umiejętności i wiedzy (bo chyba po to są praktyki), a niestety na miejscu czeka nas jedynie siedzenie cicho na krzesełku i ewentualne wykonywanie najżmudniejszych prac, za które nie mają ochoty zabrać się pracownicy danego obiektu. No więc mówiąc w skrócie, czynności, które wykonuję, to czytanie książki, surfowanie po Internecie, co najwyżej 6-godzinne wklepywanie do bazy danych specyfikacji sprzętów komputerowych z całego szpitala. Ale aby nie było, że marudzę... nie jest tak źle, bo przynajmniej bardzo szybko kończę. Przez ostatnie dwa dni moja pani opiekunka wypuszczała mnie ok. 12. Dziś prócz czytania książki, miałam jedno niby-zadanie, mianowicie pani dała mi stosik różnych dokumentów, które "miałam sobie przejrzeć" (czyli miały leżeć koło mnie). Pospisywałam sobie kilka ich tytułów, by potem wpisać je do dzienniczka praktyk, jako streszczenie tego co robiłam i czego się dowiedziałam. I tak jak to moja opiekunka powiedziała; "możesz sobie rozłożyć to nawet na trzy dni, aby było więcej wpisane". :P

Mogę się jedynie pochwalić dość informatycznie wyglądającym otoczeniem, czego w straży pożarnej nie uraczyłam (był tam za duży porządek).

To teraz poruszę coś w świątecznych klimatach, czyli temat bardzo na topie. Mi i mojej dobrej koleżance już od dłuższego czasu (wręcz od kilku lat) chodziło po głowie, by sprawić sobie miły, klimatyczny wypad do cukierni, gdy na dworze prószyć będzie urokliwy, biały śnieżek. No ale niestety, gdy akurat zebrało nam się na coś takiego, pogoda zamiast zimowa, była angielska.

Chyba się ze mną zgodzicie, że to wygląda trochę jakby ktoś miał trefny kalendarz i wystawił świąteczne ozdoby na początku listopada.

Aby tak nie marudzić napiszę, że świątecznego klimatu doświadczyłyśmy we wspomnianej cukierni, która jest już ładnie przyozdobiona. Niestety nie bardzo mogłam zrobić zdjęcia w środku, bo obsługa zaczęła się na mnie krzywo patrzeć, gdy tylko wyjęłam aparat. Przemyciłam jedno, najważniejsze zdjęcie, czyli przedstawiające kremówkę i gorącą czekoladę.


Ostatni ekscytujący wątek na dziś: Billy i Mandy, a dokładniej Mroczne przygody Billy'ego i Mandy. Przecież nie mogłoby zabraknąć na moim blogu dawki kultury na wysokim poziomie. Pewnie niektórzy z Was wiedzą, bo czytali ten post, że jestem wielką fanką kreskówek, szczególnie tych, na których się wychowywałam. Po długim czasie zabrałam się za oglądanie najbardziej lubianych, a pierwszy wybór padł właśnie na wyżej wspomniany tytuł. Może nie będę się bardzo rozwodzić, bo myślę, że ta baja należy do tych czysto rozrywkowych i trudno doszukiwać się tu jakichś morałów itp. Jest po prostu śmieszna, i zajebista, więc dla mnie niczego więcej nie potrzeba. Cóż, może mam poczucie humoru ameby z ADHD, ale każdy odcinek potrafi mnie bardzo rozśmieszyć. Wczoraj obejrzałam całą pierwszą serię, czyli prawie 23 odcinki (jednego nie znalazłam, ale może potem spróbuję). Jeśli kogoś to interesuje, jednym z moich ulubionych z tej serii jest odcinek Ponury, czy Gregory?.

piątek, 4 grudnia 2015

Trochę moich snów

Cześć! Chciałabym podzielić się z Wami garścią swoich ciekawszych, dziwniejszych i bezsensowniejszych zapisków o własnych snach. Odkopałam dwa zabytkowe zeszyty, najstarszą notatkę w jednym z nich napisałam 07.07.2014r. (miałam jeszcze starsze zeszyty, ale chyba szlag je trafił).
Pewnie ktoś zapyta, po co zapisywałam swoje sny? W III  gimnazjum zaczęłam się interesować świadomym śnieniem. Bardzo mocno wkręciłam  się w tę tematykę, każdego dnia czytałam o różnych sposobach na wywoływanie LD (Lucid Dream, czyli Świadomy Sen). Tak jak podaje wiele poradników; najważniejszym elementem, bez którego nie możemy się obyć, jest posiadanie dziennika snów. Dzięki niemu możemy bardzo poprawić swoją pamięć do snów. Od razu mówię, że to nie bujda. Tak jak wiele osób, zaczynałam z 2-3 zdaniowymi notatkami na temat zeszłonocnego snu, pamiętałam tylko ułamek jednego (a przecież każdej nocy człowiek ma 4-5 snów). Jednak po niedługim czasie zapamiętywałam już 3-4 sny, a zapiski zajmowały mi nawet kilka kartek!
Przed każdym zapiskiem będzie data jego powstania, a "[...]" będzie oznaczało, że w dzienniku mam jeszcze coś tam napisane, ale nie jest to wybitnie ciekawe. Dodatkowo w tym kolorze będą komentarze dla Was, abyście w miarę zrozumieli o co chodzi i kto jest kim, bo wiadomo, że w moich snach pojawiają się ludzie i zdarzenia z mojego codziennego życia. Nie zdziwcie się, że prawie wszystkie osoby, o których napiszę, będą albo znajomymi z klasy albo nauczycielami. Jestem dość dziwną osobą, która nie ma znajomych poza szkołą. No to zaczynamy! :D

08.07.2014r. „Było Boże Narodzenie, nasza klasa miała pożegnać się z panem Żebrowskim (mój wychowawca z I klasy technikum, niestety po roku się przeprowadził do innego miasta). Chciałam kupić mu prezent. Poszłam do jakiegoś sklepu plastycznego, w którym widziałam dziwne książki. Ktoś dał mi mały, płaski, czarny pędzelek. Gdy już coś kupiłam, weszłam na Facebooka i zobaczyłam, że Caban (kolega z klasy) 15 minut temu dodał zdjęcie z Wigilii klasowej. Odbyła się ona wcześniej i nikt mnie nie powiadomił. Zapytałam się Iwony (koleżanka z klasy), czy ktoś dał panu prezent. Powiedziała, że nie. Byłam zła […]”

09.07.2014r. „Workowa, Natalia M., Natalia B., Karolina i Ania (koleżanki ze starej szkoły). Ta ostatnia wyglądała tak, jak gdy chodziła do podstawówki. Była wredna. A może to ja byłam wredna? Śpiewałyśmy. Chyba jakąś piosenkę Krawczyka. Każda swoją zwrotkę. Teks był napisany na pluszowym kocie. […]”

12.07.2014r. „Ja, mama i babcia przeszłyśmy przez tory koło Puckiej. Widziałam jakiegoś bezdomnego. Gdy byłyśmy koło przejścia przez ulicę, on do nas podszedł. Zaczął coś głośno nawijać, nie wiem czy do nas, czy do kolegi, który z nim był, czy do samego siebie. Mama i babcia zaczęły z niego kpić. Babcia powiedziała, że to dlatego, bo urodził się za czasów komuny. […]”

16.07.2014r. „Lekcja z panem Żebrowskim w Sali 41. Ja jako jedyna siedziałam w środkowej ławce. […] Pokazał mi jak w jakimś pliku coś poukładać. Był bardzo miły. Zostawił mnie samą z pracą i poszedł pod tablicę do chłopaków. […] Skończyło się na tym, że powkładałam wszystkie pojemniczki z kwasem do czegoś co przypominało kosmetyczkę.”

Ta sama noc. „Chodziłam z kimś po lesie. Co chwila wchodziliśmy do niewielkich betonowych nor, które znajdowały się za drewnianymi drzwiczkami. By w nie wejść musieliśmy się schylać. Koło jednej z nor poczuliśmy coś dziwnego. Ktoś od drugiej strony zastawił drzwi jakimś żelastwem. Próbowaliśmy je otworzyć. Wiedziałam kto jest w środku. […]
Wtedy jakby się obudziłam. Koło mnie była mała dziewczynka. Zapytałam się, czy on jej też zrobił krzywdę (chodził o mojego nauczyciela z wf XD), odpowiedziała, że tak. […] Znowu zaczął nas ścigać. Poczułam, że to tylko jakiś diabelski sen, więc postanowiłam, że spróbuję się unieść w górę. Udało się, chociaż nie było to łatwe.* Może przez strach. Opadłam na ciężarówkę, która jechała na Osiedle Chopina. […]”

*Myślałam, że był to sen świadomy. Ale nie mógł nim być, bo się bałam i uciekałam. Na pewnym forum dowiedziałam się, że to był pewnie swego rodzaju „sen we śnie”. 

17.07.2014r. „Zaczął się rok szkolny, była lekcja matematyki z panem Barukiem (mój były nauczyciel matematyki). Rozmawialiśmy o nowych nauczycielach. Potem była lekcja z jednym z nich. […] Dał nam wszystkim po kilka kartek dotyczących naszej strefy emocjonalnej i powiedział, że na końcu lekcji zrobi z tego krótką kartkówkę. […] Wyszłam z Sali schodami w dół. Poszłam do swojego pokoju, mieszkałam w szkole (to było coś jak internat). Weszłam na stronę internetową szkoły, byłam ciekawa nowych psorów i przedmiotów. […] Naszym nowym wychowawcą był jakiś Jan, który niczego nie uczył. Niektóre nazwy przedmiotów były dziwne np. „religia i filozofia”, a nazwa fizyki brzmiała jak cały zakres materiałów, który mieliśmy do zrealizowania w tym roku. […] Wpadło mi do głowy, by zapytać się pana Barcińskiego (mój nauczyciel z fizyki), czy jego syn, który też u nas uczył (a tak w realu to nie uczył i nie uczy :P), nie chciałby zostać naszym nowym opiekunem. Przynajmniej mieliśmy z nim lekcje. Pan był miły, ale powiedział, że to raczej niemożliwe. Rozmawiałam z nim na małej sali gimnastycznej mojego starego gimnazjum.
Wróciłam do domu i powiedziałam o wszystkim mamie. Pokazała mi jakiś dziwny przedmiot, który miał być książką, ale jej nie przypominał. Mama powiedziała, że to 6 tomów, ale ten ostatni miał być nieprawdziwy. Gdy podała mi to coś do ręki, z jego boków wypadło więcej „książek”. […] Podobno były w nich jakieś straszne opowieści, które miały się spełnić na jawie. Tyle co mi się stało, to że zobaczyłam Slendermana za oknem. […]"

Myślę, że jak na razie to by było na tyle. Muszę przyznać, że pisanie tego postu sprawiło mi niezwykłą frajdę. Mogłam  sobie przypomnieć swoje stare sny, które pomimo tego, że w 90% są strasznie głupawe, stanowią dla mnie wielką wartość. Mam nadzieję, że przeczytaliście chociaż jeden fragment. Może nawet sami zainteresujecie się własnymi snami, co gorąco polecam!
Pozostawiam dwa pytania:

Czy chcielibyście przeczytać więcej starych skrawków z moich zapisków sennych?

Czy chcielibyście, abym napisała więcej na temat LD i swoich własnych doświadczeń ze snem? 

Mam zamiar powrócić do tej starej zabawy snami. Jeśli pomysł by Wam się spodobał, to dajcie znać w komentarzach, może zrobię z tego jakąś serię na blogu?

sobota, 28 listopada 2015

Chcę być lepsza?

"Kochajmy samych siebie, nieważne jacy jesteśmy", jupii.
Nie wiem czy też tak macie, ale mi ta gadka dawno się znudziła. Zamiast pomóc, wręcz jeszcze bardziej załamuje i odbiera energię do działań. Brzmi to jakby zmienianie siebie było czymś złym.
"Nie zmieniaj siebie, bądź taki jaki jesteś teraz"
Rozumiem, że ktoś tak naprawdę może sądzić, ale czy to oznacza, że np. osoba z tuszą (niekoniecznie otyła, ale taka którą denerwuje własny wygląd) ma zaakceptować siebie, swój stan fizyczny i obżerać się batonikami?
To tylko taki mały wstęp. Nie przepadam za ocenianiem tego co mówią lub robią inni, tym bardziej nie znoszę wyrażać swojej opinii dotyczącej innych osób, bo jedyną osobą, którą mogę skrytykować z czystym sumieniem, jestem ja. (o bosze jakie mądre słowa, aż sama się muszę pochwalić).
To przejdźmy do sedna. Czy czuję się dobrze ze sobą?
Obecnie... różnie. Niestety w tej kwestii jestem dość nierozgarnięta. Są dni, gdy uważam się za wartościową osobę, podobam się sobie, ale też bywają takie, gdy jestem do siebie niemal wrogo nastawiona. Smutne, ale jest to uargumentowane. Wiem, że stać mnie na więcej, aby wykrzesać z siebie swoje lepsze ja, ale mam taki problem, że często mi się nie chce, jestem kłębkiem kompleksów, który marzy tylko o tym by położyć się do łóżka i myśleć o swoich wszystkich wadach, przy czym niekiedy wyolbrzymiać je. Wyolbrzymianie jest złe, bo prowadzi do wspomnianych kompleksów, ale czy krytykowanie siebie za lenistwo i słomiany zapał jest niedobre? Myślę, że wręcz przeciwnie, lecz najważniejsze, aby wyciągać z tego wnioski. Z dumą przyznam, że czasem udaje mi się pokonać swoje słabości, to, że tak łatwo mnie zdemotywować. W moim przypadku to "czasem", to dużo.
Gdy byłam w podstawówce-gimnazjum, to niech tylko ktoś spróbował, nawet w kulturalny, sposób zwrócić mi uwagę, że powinnam trochę schudnąć lub zadbać o siebie. Od razu się oburzałam, udawałam, że podobam się sobie. Szczególnie gimnazjum zabolało, bo uświadomiłam sobie, że posiadanie większych cycków od koleżanek nie gwarantuje mi bycia postrzeganą przez innych jako atrakcyjną. Zaraz, zaraz, ale przecież nie powinno się patrzeć na zdanie innych. Cóż, ja nie do końca trzymam się tej regułki. Przecież fajnie pomyśleć, że jestem lubiana przez rówieśników, a nauczyciele sądzą, że jestem miła i mądra.

#gifyzhomeremsąnajlepsze

Zauważyłam, że teraz, gdy udało mi się w pewnej mierze osiągnąć kilka ze swoich ważnych celów, czyli m.in. schudnąć, lepiej się uczyć i czuć we własnej skórze, powstał pewien paradoks. Bo zauważam swoje postępy, ale jednocześnie o wiele częściej się krytykuję. W gimnazjum pocieszałam się słowami "nie słuchaj innych, jesteś ładna", a obecnie często myślę sobie "ale z ciebie prosiak, schudnij i zrób coś ze sobą". Oczywiście, gdy nie mam maksymalnie depresyjnych humorów, to nadawanie sobie pieszczotliwej nazwy "prosiak" jest dość żartobliwe, bo chyba mam troszkę dystansu do siebie. Ale jednak sens tej myśli jest prawdziwy. Chyba zrobiłam już sporo, ale nadal oczekuję od siebie więcej, co uważam za dobre. Bo jeżeli mogę i chcę, to czemu tkwić w jednym punkcie, skoro przez to bardzo się dołuję, tracę wiarę we własne możliwości i samodyscyplinę. Niestety bywa, że trudno mi się zmobilizować, wynika to głównie z tego, że dość często przez różne nieprzyjemności, mam humor, który nie pomaga mi we wstaniu z kanapy i zrobieniu czegoś dla siebie. Może to na pierwszy rzut oka głupia wymówka, ale czasem trzeba spojrzeć trzeźwo na swoją sytuację i nie obarczać tylko siebie winą. Jednak należy próbować, chociaż małymi krokami. Nie można tylko marzyć i po czasie się zadręczać przez bycie biernym, swoje plany powinniśmy wprowadzać w życie.
Dobrym pomysłem jest na chwilę przysiąść i zastanowić się, co tak właściwie nie podoba nam się w sobie. Czy chcemy coś zmienić, czy dodać do swojego życia. Ja np. chciałabym znaleźć dla siebie jakieś pasje. Kiedyś bardzo lubiłam rysować i zastanawiam się czy by do tego nie powrócić. Jeśli chodzi o coś bardziej oryginalnego, to długi czas interesowały mnie sny, chciałam stać się oneironautką (i nawet trochę mi się udało!). Piszę o tym dlatego, bo przecież w życiu nie liczy się jedynie nasza "rama", czyli wygląd i usposobienie do innych ludzi, ale też to co my kochamy, co chcemy robić, na co poświęcać swój czas. Nieważne czy poświęcamy się pięciu dziedzinom, czy jednej. 

Jako dowód próby robienia czegokolwiek innego niż narzekanie na siebie, pokazuję Wam wzruszający pejzaż, przedstawiający trzech jegomościów ze Skyrima, słodką foczkę z tejże gry oraz w tle piga z majnkrofta (a na trzecim planie, po górze wspina się koń). Posklecałam to razem z koleżanką, która na lekcji pokazała mi jak obsługiwać warstwy w Gimpie, więc czegoś nowego na starość się nauczyłam. :') Niby taki badziew, ale nawet trochę zainteresowałam się grafiką.
To co pisałam na samym początku mogło zabrzmieć dość groźnie, dlatego kilka zdań sprostowania i podsumowania. Zmiany są dobre, ale tylko wtedy, gdy nie są nam narzucone i nie są brew naszej naturze. Sami musimy wybrać, czy chcemy się zmieniać, a jeśli chcemy to w jaki sposób. (Teraz coś bardzo oklepanego) - zawsze trzeba być sobą. Pewnie brzmi to dla niektórych jak paradoks - zmieniać się a jednocześnie być sobą? Tak można. Powiem więcej, dzięki zmianom możemy bardziej poznać siebie i rozwinąć skrzydła. Grunt to żyć w taki sposób, by być z siebie zadowolonym.

✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬✬

Pinkne zdjęcie, które zrobiłam wczoraj o 7:30 telefonem, idąc do szkoły. W gruncie rzeczy to tylko fajny jest ten poranny księżyc w tle (bardzo podoba mi się to zjawisko), ale uznałam, że dodam to zdjęcie do pierwszego lepszego posta. Tak trochę z dupy.

niedziela, 22 listopada 2015

Ktoś bardzo inspirujący

Na pewno duża część z Was ma swoich ulubionych youtuberów. Ja takową grupkę posiadam, ale ostatnio szczególnie urzekły mnie dwa kanały; "Zwariowani" oraz "Ameryka oczami nastolatki" (KLIK do Zwariowanych KLIK do Ameryki). Oba kanały znam już od dłuższego czasu, ale chyba musiałam dojrzeć do tego, by dostrzec w nich coś bardzo wartościowego.
Pierwszy z nich, czyli "Zwariowanych", prowadzi 18-letnia Marysia oraz jej młodsza siostra Maja. Pojawiają się tam filmiki dotyczące głównie gimnastyki artystycznej, akrobatyki i ćwiczeń, ale dodatkowo, od pewnego czasu, dziewczyny (głównie Marysia, jej siostra jednak jest jeszcze trochę za mała i stanowi bardziej pomocniczkę :)) wprowadziły tematykę zdrowia, w tym przepisy kulinarne, recenzje książek, różne ciekawostki itd.
Kanał "Ameryka oczami nastolatki" prowadzi wyłącznie Marysia. Powstał, ponieważ wyjechała ona na roczną wymianę do Ameryki, ściślej mówiąc do Texasu. Filmiki, jak można się domyślić, dotyczą wszystkiego co związane ze wspomnianym krajem m.in. pogadanki na temat tamtejszych szkół średnich, ciekawostki na temat stylu życia i obyczajów, bardziej luźne, vlogowe filmiki itd.
Pewnie niejedna osoba pomyśli sobie, że niby co w tym ciekawego, co mi się tak podoba w tych kanałach, przecież filmiki nie są nagrywane w profesjonalny sposób i bla bla bla. No i właśnie to mi się podoba. Ta prostota. Wiem, że każdy lubi coś innego, ale ja uwielbiam filmiki nieskomplikowane, w których nie chodzi o to, by przyciągnąć widza fajerwerkami, jakimiś ekstra efektami i montażem, lecz samą treścią. Ciekawe jest to, że w ogóle nie jestem osobą, która miałaby interesować się gimnastyką artystyczną lub życiem w USA. Po prostu z przyjemnością oglądam te dziewczyny, szczególnie Marysię, którą uważam za kogoś niezwykłego w swojej zwykłości. Nie jest to ograniczona 18-latka, która miałaby interesować się jedynie makijażem, ubraniami, chłopakami, telefonem. Zawsze strasznie mnie wkurza, gdy widzę, że ktoś w komentarzu pod jej filmikiem pisze z "oburzeniem", że wygląda jak 13-latka. Po pierwsze, to jest właśnie super, wyglądanie na młodszego niż się jest, a po drugie nie rozumiem czego wymaga się od młodej dziewczyny? Aby nakładała na siebie tonę tapety? Nie krytykuję tego, bo sama się maluję (chociaż ostatnio zaczęłam dużo bardziej delikatnie), ale nie lubię atakowania osoby za to, że jest inna i nie podporządkowuje się modzie. 
Już odchodząc od wyglądu, bo nie on się liczy, a charakter. Zachwyciłam się, gdy obejrzałam pewne Q&A znajdujące się na kanale "Zwariowani". Niby takie zwyczajne, bo "30 pytań o mnie", ale dzięki niemu można bliżej poznać daną osobę, w tym przypadku Marysię. Bardzo spodobały mi się jej odpowiedzi, widać, że jest naturalna, nikogo nie udaje. Nie wiem co więcej napisać, po prostu trzeba obejrzeć i samemu ocenić, czy komuś widzi się taki charakter, postawa, czy nie.
  
 

Pewnie niektórzy tego nie zrozumieją (no bo każdego motywuje coś innego i każdy ma inne ideały), ale dla mnie Marysia (nie zapominam o jej siostrze:)) jest super inspiracją. Przepadam za dość skromnymi ludźmi, którzy jednocześnie mają coś w głowie, a dodatkowo emanują pozytywną energią, mają swoje pasje, nie marudzą na wszystko i, tak jak to już kilka razy napisałam, pozostają sobą, nawet w tak okrutnej dżungli jaką jest YouTube. Przyznam, że sama marzę, aby móc także o sobie w podobny sposób myśleć. Zawsze ostatnio, gdy bierze mnie leń i mini-depresja, oglądam sobie filmiki dziewczyn i od razu, w jakiś magiczny sposób, czuję się zmotywowana do życia. :)

niedziela, 15 listopada 2015

Muzyka, która znaczy więcej niż dźwięki

Dzisiejszy tytuł brzmi dość poważnie, ale spokojnie, w moim wydaniu poważnie nie będzie. Oczywiście tytuł nie jest dla picu, ponieważ muzyka z którą chciałabym się z Wami podzielić, jak najbardziej znaczy dla mnie więcej niż sam dźwięk. Po prostu wiem, że powody dla których te piosenki są ważne, będą czasem dość głupawe (ale prawdziwe!). Muszę jeszcze podkreślić, że wszystkie poniższe utwory dlatego w ogóle znajdują się na mojej liście, ponieważ sądzę, że przez swoje znaczenie dla mnie, nigdy nie przestanę do nich wracać i zawsze będą one wzbudzać we mnie różne, pozytywne emocje, wspomnienia itd. Informuję też, że kolejność piosenek (prócz pierwszej i ostatniej) jest całkowicie przypadkowa.


Shinedown - Her Name is Alice


Tak jak już wspomniałam, umyślnie tę piosenkę prezentuję jako pierwszą. To nie dlatego, że miałaby być moją ulubioną, a wręcz przeciwnie. Sam rytm nie jest zły, podobają mi się zwrotki, chociaż refren bez szału. Powodem dla którego "Her Name is Alice" pojawia się na mojej liście, jest moje nieodparte uwielbienie gry "Alice: Madness Returns". I tu się już zaczyna ta "niepoważna" część, ale z powodu, że jestem w niektórych aspektach dziwakiem, gra ta znaczy dla mnie naprawdę wiele. Najlepsze jest to, że sama nigdy nie miałam okazji w nią zagrać, za to oglądałam kilka lat temu calutki wielogodzinny lets's play u Madzi z YouTube (KLIK do serii) i... zakochałam się. Z takim klimatem chyba nie spotkałam się nigdzie indziej, ani w książce, ani w filmie, ani w innej grze. Podkreślam słowo klimat, ponieważ właśnie on mnie tak urzekł, a nie sama mechanika gry. Cóż, niestety chyba po prosu jestem psychopatką, którą pociąga psychodela, demoralizacja i okrucieństwo. :c
Swoją drogą, samą bohaterkę Alice zawsze uważałam za bardzo śliczną, wręcz na swój sposób idealną. Gdybym była chłopcem, na pewno stałaby się ona moim ukrytym, fikcyjnym punktem westchnień.

"Jeśli miałabym swój własny świat,
wszystko byłoby w nim nonsensem.
Nic nie byłoby tym, czym jest,
bo wszystko byłoby tym, czym nie jest"

Aby było ciekawiej, na końcu każdej rozprawki o danej piosence, będę wstawiała jakiś fajny i głęboki jak Rów Mariański cytacik z jej tekstu.


Origa - Innet Universe


Skoro już mówimy o ładnych, fikcyjnych paniach, to chciałabym Wam pokazać bardzo urzekającą piosenkę, która jest soundtrackiem z anime pt. "Ghost in the Shell: Stand Alone Complex". Myślę, że niektórzy z Was mogą być zaznajomieni z tym tytułem. Mówiąc pokrótce, serial ten opowiada o przygodach pięknej pani Major, która wraz ze swoim oddziałem tropi niebezpiecznego hackera-terrorystę (przynajmniej tak jest do pewnego momentu). Muszę przyznać, że jeszcze nie obejrzałam całego anime, bo głównie pamiętam je z czasów, gdy byłam w podstawówce i na początku gimnazjum. Wtedy właśnie oglądałam je po 21 na Hyperze. Wiadomo, serial ten nie jest przeznaczony dla dzieci, ale że ja już od najmłodszego wykazywałam oznaki wspomnianej psychopatycznej natury, to od początku przypadł mi on do gustu. Klimat, tak jak przy Alice na 10, lecz w całkiem innym wydaniu, bardziej futurystycznym i w stylu mecha. Dodatkowym plusem jest to, że "Ghost in the Shell: SAC" niesie za sobą różne przekazy, nad którymi często trzeba się porządnie zastanowić, aby zrozumieć. Chociażby sam tytuł, tłumacząc na polski "Duch w zbroi", bardzo trafnie nawiązuje do sytuacji niektórych zaprezentowanych osób, nawet samej głównej bohaterki, która jest prawie całkiem zcyborgizowana, lecz posiada ludzki mózg.
No a jeśli chodzi o samą piosenkę, to nie podoba mi się jedynie przez sentyment do serialu, ona jest po prostu pięknie wykonana. Tak jak i całe anime, należy ona do grupy tworów, które mają wywołać refleksje. Myślę, że aby całkowicie wczuć się w jej klimat, wymagana jest znajomość sensu tekstu, chociaż sam rytm zasługuje na 6+.

"Niekończący się bieg
Póki żyję, mogę starać się nie upaść, a lecieć
Nie oduczyć się marzyć, kochać
Niekończący się bieg

Wołam, wołam
Do miejsca poznania
Jest więcej do powiązania"


Kabanos - Bagno


To teraz patriotycznie, ponieważ przyszedł czas na polską piosenkę. Hm, i co ja mam powiedzieć na ten temat? Może zacznę od tego, że polskiej muzyki nie słucham już prawie wcale, poza właśnie tym jednym, powyższym wyjątkiem. Ja na prawdę nie wiem, co podoba mi się w samym dźwięku tej muzyki, tego śpiewu, ale jest w tym coś tak przyciągającego, że już od kilku lat co jakiś czas powracam do Kabanosa i... słucham. Tylko paru piosenek, ale jednak słucham. Moją ulubioną jest właśnie "Bagno". Znów trochę dziwne skojarzenie, ale gdy włączam tę piosenkę, to na myśl przychodzi mi scena z pełnometrażowego filmu mojej ulubionej kreskówki "Ed, Edd i Eddy", w której to chłopaki, poszukując brata Eddiego, ganiali po bagnach, potem się pokłócili i prawie zakończyli podróż. Swoją drogą dość poruszająca scena.... wiem, wiem, straszne dziecko ze mnie, psychopatka, ale jednocześnie dziecko.

"Ktoś mnie znieczulić chce
Na kwiaty wokół mnie
Popląta myśli me
Padlina karmią mnie
Bym jadem zatruł się
Bym przyjął dary, podziękował
Ładnie się zachował"


The Eagles - Hotel California



Kolejna piosenka raczej nie ciągnie za sobą jakiejś dłuższej historii. Pierwszy raz usłyszałam ją w I klasie technikum, gdy moja koleżanka udostępniła ją na Facebooku. Zgodzicie się ze mną, że to niezbyt fascynujące. Jednak postanowiłam ją umieścić na swojej liście, ponieważ uznałam, że jest to utwór, który również potrafi sprawić, bym miała ciarki na ciele. Poza tym tekst jest dość niezrozumiały, a w tytule występuje słowo Kalifornia, czego chcieć więcej?
Piosenkę podałam w dwóch wersjach - oryginalnej i cover. Przyznam, że to drugie trochę bardziej mi się podoba. Fajnie, że oba wykonania są utrzymane w różnych klimatach. Gdy słucham oryginału, wyobrażam sobie grupkę trochę zapuszczonych facetów, lekko na haju, którzy opisują to, co widzą po swoim "towarze", za to podczas słuchania coveru, przychodzi mi na myśl jakiś przystojny, czarnoskóry mężczyzna, śpiewający o czymś... skomplikowanym, ale oczywiście głębokim i z przekazem. :P
Czytajcie to z przymrożeniem oka. Nie mam zamiaru obrażać wykonawców tej piosenki, że niby stworzyli jakiś bezsensowny tekst. Po prostu trochę żartuję tu sobie z tego, że wielu ludzi uważa, iż The Eagles tworzyli słowa piosenki pod wpływem narkotyków. Może i to prawda, ale jakoś bardzo mnie to nie obchodzi. Każdy i tak może interpretować tekst na swój sposób, a jeśli nie jest on w każdym punkcie spójny ze sobą - to bardzo dobrze, przynajmniej jest ciekawiej. :D

"Więc zawołałem kapitana 'Proszę przynieś mi wino'
On powiedział 'Nie mieliśmy tu tego ducha od 1969 roku'
I ciągle te głosy wołające z daleka
Obudzą cię w środku nocy
Jedynie byś posłuchał jak mówią"


System Of A Down - Hypnotize


Głęboko zaczynamy wchodzić w klimaty, które naprawdę bardzo lubię i rzadko mnie zawodzą. "Hypnotize"... jedna z moich pierwszych metalowych piosenek. To była po prostu miłość od pierwszego usłyszenia. W gruncie rzeczy nie wiem co tu wiele pisać, tego tylko trzeba posłuchać. Nie wszyscy lubią takie klimaty, jednak nie jest to bardzo ciężki utwór, nie ma wielkiego "darcia mordy", a wręcz ładny śpiew, dlatego myślę, że każdy może spróbować. :)
Sam tekst piosenki też nie jest banalny, ponieważ opowiada ona o protestach studentów na pekińskim Placu Niebiańskiego Spokoju w 1989. Ludzie walczyli o wolność, chcieli skończyć z panującą tyranią.

"Oni maskują to, hipnotyzują to
Telewizja sprawiła, że to kupujesz
 [...]
Hipnotyzują naiwnych
Propaganda zostawia nas oślepionych"


Blind Guardian - The Script For My Requiem
Blind Guardian - Time Stands Still (At The Iron Hill)



I w końcu przyszła pora na mój ulubiony zespół, czyli Blind Guardian! Za jednym zamachem chciałam Was uraczyć dwoma piosenkami. To nie był łatwy wybór, bo uwielbiam wiele ich piosenek, ale postarałam się ograniczyć do tych dwóch naj naj. Aby było ciekawiej zdecydowałam się umieścić wersję z koncertu piosenki "The Script For My Requiem". Różni się ona troszkę od wersji studyjnej, ale myślę, że jest tak samo dobra (wersja studyjna). Zawsze fajnie też zobaczyć wokalistów "w akcji", a myślę, że tym facetom takie występy wychodzą naprawdę super, aż sama chciałabym być na widowni i wykrzykiwać randomowe słowa po angielsku, bo nie pamiętałabym tekstu, aaah marzenia. Skoro już jesteśmy przy pierwszej z wymienionych piosenek, to muszę przyznać, że najbardziej uwielbiam refren. Zwrotki są też zajeßiste, jednak przy refrenie w moich uszach wytwarzają się chyba najprawdziwsze endorfiny haha. Gdy słucham tej piosenki przypomina mi się horror animowany (dla dorosłych) pt."Dead Space: Downfall". Trzeba przyznać, że jest na prawdę mocny i nie polecam go każdemu. Ale za to występuje w nim kolejna fikcyjna, piękna i silna pani (oesu, ze mną jest chyba serio coś nie tak...). Wracając do rzeczy, piosenka kojarzy mi się z tym filmem, bo w dzień obejrzenia go, pierwszy raz usłyszałam ten utwór, nie ma filozofii.

"Przywrócić cuda
oto moje requiem
łzy błazna są we mnie
Agonia jest scenariuszem mojego requiem"

Jeśli za to chodzi o myśli nawiedzające mnie, gdy słyszę piosenkę "Time Stands Still"... jeśli mam być szczera to przypomina mi się pierwsza lekcja fizyki w II klasie. Pozostawię to bez komentarza.
( ͡° ͜ʖ ͡°)

"On błyszczy jak gwiazda
A dźwięk jego rogu
Jest jak szalejący sztorm
Dumny wielki władca
Wyzywa los
Króla niewolników, krzyczy"